Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wełna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wełna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2012

Odrobinie wakacyjnie...

...ale nie całkiem "bez-robotnie" spędziłam "wolne" miesiące tegoż roku kalendarzowego :)

Kręciłam, kręciłam i nawet ukręciłam kilka motków wełenki. Na zdjęciu trzy podstawowe kolory:

Czarna, kremowa i brązowy melanż.
Dostałam też od Olafa coś na kształt małego krosna. Oto wyniki pierwszych eksperymentów (w roli głównej zielona wełna jagnięca):

...ze spójnością splotu

...oraz z szerokością + zbliżenie na krawędź materiału
Utkałam też owijacz(e) [drugi w toku..], który już, ze względu na urzekającą fakturę oraz dobór kolorów (dwa odcienie szarości), zyskał miano "srebrnołuska".

długość ok. 3 m., szerokość ok. 6 cm.
A na koniec pokażę zdjęcia z zupełnie innego eksperymentu (wchodzenie na wyższe poziomy wtajemniczenia około 10. października, mam nadzieję ;P).
Przy okazji nazbierałam trochę owoców dzikiego bzu, naręcze skrzypu oraz cały wór ptasiego rdestu. Wełna bez zaprawy. Oto efekty farbowania:

zestawienie
Intensywniejszy bordowo-fioletowy jest z pierwszej kąpieli (dziki bez). Drugi, bardziej brązowo-fioletowy, z drugiej. Zielony wyszedł ze skrzypu. Na zdjęciach za dobrze nie uchwyciłam koloru (bo jest taki!) wełny zafarbowanej rdestem - wyszedł delikatny krem.

...a to jeszcze nie koniec. We Wrocławiu z dnia na dzień jest coraz więcej możliwości rozwoju pod względem warsztatowym, więc... będzie jeszcze ciekawiej :)

Pozdrawiam!

/Mjoll

piątek, 12 sierpnia 2011

W średniowiecznym Opolu

Korzystając z ładnej pogody wybraliśmy się do Opola. Dziw bierze, że jeszcze tu nie byliśmy (od Wrocławia 1godz. z kawałkiem polskim PKP ;)). Inspiracją do wypadu był nie tylko festiwal (jarmark średniowieczny połączony z turniejem rycerskim) zorganizowany przez Opolskie Bractwo Rycerskie, ale chyba przede wszystkim archiwalia PANu we Wrocławiu dotyczące znalezisk archeologicznych z Opola.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do Katedry pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, budowli gotyckiej, która była zbudowana, wg tradycji, jeszcze za czasów Bolesława Chrobrego. Można tu zobaczyć sarkofag ostatniego księcia opolskiego Jana Dobrego, piękne witraże (nieco bardziej współczesne :)) oraz podziwiać gotycką chrzcielnice z herbem opolskich Piastów...

Festyn odbył się pod Basztą przy Katedrze.

Sarkofag Jana Dobrego.

Gra świateł i kolorów :)

Gotycka chrzcielnica z herbem opolskich Piastów w Katedrze w Opolu.

Następnie udaliśmy się do Muzeum Śląska Opolskiego. Obok wystaw o wyrobach szklanych 1900-1950, dziejach wojennych Opola, o faunie i florze regionu, wyrobach porcelanowych oraz o aptece jezuickiej, można tam zobaczyć ciekawe i dobrze rozplanowane przestrzennie wystawy także o wcześniejszej historii Opola – od epoki kamienia do późnego średniowiecza.

Parę ujęć ciekawych aranżacji/eksponatów z wystawy poświęconej epoce brązu:


Śliczne krosienko. Aż by się chciało mieć takie na własność :)

Kolekcja ceramiki.


Gliniane i brązowe kobiece "świecidełka".

Moja ulubiona grzechotka - ptaszek.

Pozostałe grzechotki gliniane o kształcie wdzięcznych "bączków".

Wczesne średniowiecze podzielone było na dwie sale. W jednej były znaleziska z terenu Opola-Groszowice, a na drugiej, większej, znaleziska z Opola-Ostrówka. Niestety Opole-Ostrówek był tak fatalnie oświetlony, że z trudem wybrałam jakiekolwiek zdjęcia... a szkoda, bo wystawa bardzo ładna, choć stosunkowo mała.

"Sławna" pisanka z Opola.

...i więcej pisanek i jajek.
Przęśliki, koraliki, pierścionki... na pierwszym planie wielki pierścień z bursztynu.

Niezbędne wrzeciona.

Przęśliki z charakterystycznie różowawego łupku wołyńskiego...

Gliniane pionki i odważniki typowe dla terenów Skandynawii...

...jak i charakterystyczne szpile z kółeczkiem.

piątek, 15 lipca 2011

Jak to z filcem jest "naprawdę"... eksperymentum

Dawno już przestałam tłumaczyć czym się charakteryzuje filc zrobiony nie tylko ręcznie „od samego początku”, ale także „poprawny historycznie”.
Mało kto wie, że na filc z reguły brano najgorsze runo – to z brzucha i nóg owcy, z przewagą twardego (szerstnego) włosia, z zabrudzeniami. Filc nie miał (przynajmniej ten średniowieczny :P) wyglądać – miał przede wszystkim grzać. Dlatego też filc taki jest kudłaty (w większości to włosy z okrywy szerstnej) :P
Dlaczego właśnie tak? Bo najlepsze runo, dokładnie wyczesane i delikatne szło do przędzenia , a następnie do tkania. (eureka!)

Pewien eksperyment, który „mimochodem” został przedsięwzięty, unaocznił niebywałe zalety takiego puchatego-kudłatego filcu. Mianowicie, na bodajże zeszłorocznym Wolinie wciąż padało. Przypadkiem zostawiłam skrawek takiego filcu (zawieruszony próbnik maty) na zewnątrz namiotu. I mókł on przez całe dwa dni, a deszcz jaki był, każdy kto doświadczył podtopień i oglądał turystów gubiących buty w błocie, opowie.
Po dwóch dobach nawałnicy znalazłam zaginiony próbnik. Podniosłam i ku mojemu zdziwieniu trawa pod płachetką była sucha. Ale nie tylko trawa była sucha. Płachta o grubości 0,5cm z góry, do połowy tejże grubości była nasączona wodą tak, że po podniesieniu ściekało z niej jak z gąbki. Ale druga połowa grubości działała jak warstwa izolacyjna – była kompletnie sucha (!). Taki średniowieczny waterproof ;)


Kudłata mata na pierwszym planie.

Właśnie dostałam trochę szarego runa ze niezidentyfikowanej owcy. Ma więcej szerstnych włosów i dlatego ją ufilcuję. Bardzo mi się podoba jej kolor. Może dlatego, że jest taki naturalny. (Rzadko kiedy farbowano wełnę na filc czy gotowe wyroby z filcu). 
 
Może powstanie z niej też taka waterproof mata... :)

sobota, 4 czerwca 2011

Pochówki z Borum Eshøj



Korzystając z ładnej pogody, wybraliśmy się całą trójką do pobliskiego Borum. W Borum, a konkretniej Borum Eshøj zobaczyć można rekonstrukcję chaty z epoki brązu w otoczeniu kilku kopców, gdzie nadal trwają wykopaliska archeologiczne.

Borum Eshøj znajduje się 15km. od Aarhus
Natchnieniem do wyprawy były legendy dotyczące tego miejsca. Pierwsza z nich mówi, że kopiec w Borum Eshøj miał 10 metrów wysokości i był miejscem, gdzie pogrzebano doczesne szczątki księcia Burisa. Książę ów miał romans z siostrą króla Waldemara Wielkiego, za co król rozkazał wyłupać mu oczy.
Mniej romantyczna, ale równie krwawa jest druga legenda. Ta opowiada o kopcu, który zamieszkują okrutne trolle. Troll z Jelshøj (innego kopca :)) przekonał wielkiego wojownika Svena Fældinga by zabił trolle z Borum Eshøj. Podał mu w rogu magiczny napój, który dawał wojownikowi niewyobrażalną siłę.
Wyruszyliśmy zatem w poszukiwaniu tych złowrogich trolli... :)

Thyra dzielnie szukała trolli w trawie :))

Pierwszy grób odnaleziono już w 1871 roku – był to grób starszej kobiety. Rolnik zgłosił swoje odkrycie, gdyż lękał się legendy o bezlitosnych trollach... :)
Podczas wykopalisk w 1875 roku odnaleziono kolejne dwie trumny – z młodym i starszym mężczyzną. Kopiec był usypany pierwotnie tylko wokół trumny ze starszym mężczyzną. Dwie pozostałe osoby były pochowane później. 

Wykopaliska w Borum Eshøj. Akwarela Magnusa Petersena, 1875.
W kopcu znaleziono wiele grobów, w tym ciałopalnych. Archeolodzy jednak najsilniej opowiadają się za hipotezą, że pierwotnie kopiec ten był przeznaczony dla tych trzech osób. Rozplanowanie trumien było przemyślane, a dary grobowe pokazują troskę i bogactwo.
Dąb, z którego wykonane były trumny starszej pary, jest datowany na ok. 1350 – 1351 rok p.n.e., co może wskazywać na to, iż osoby te były pochowane mniej więcej w tym samym czasie. Kobieta i starszy z mężczyzn mieli po 50 – 60 lat. Młodszy miał ok. 20 – 22 lat, a dąb z jego trumny wydatowano na 1345 rok.
Z powyższych danych archeolodzy wnioskują, że w kopcu tym pochowana została 'mała rodzina'.
Plan z 1875 roku.
Ciało starszego mężczyzny było doskonale zachowane – mięśnie utrzymywały w całości szkielet w momencie transportowania ciała do Kopenhagi. Mężczyzna miał obcięte i wypolerowane paznokcie i świeżo ogoloną twarz. Jego ciało spoczywało na skórze krowy. Na sobie miał czapkę, owalny płaszcz, kilt, pas i onuce – wszystko z wełny. Jedynymi niewełnianymi obiektami w grobie były drewniane igły przymocowane u góry płaszcza na wysokości szyi.
Starszy mężczyzna i jego czapka
Kobieta pochowana w kopcu miała ok. 50 – 60 lat w momencie śmierci. Była stosunkowo niska i krępa, a ślady na szkielecie wykazywały wykonywanie ciężkiej fizycznej pracy. Jej włosy zachowały się, ale podczas przeszukiwania jej trumny przez rolników, odpadły od czaszki i dlatego nie możemy nic powiedzieć o jej uczesaniu.










Miała na sobie prostokątny skrawek wełny zszyty z kilku mniejszych, bluzę, siatkę na włosach, czapkę i dwa paski – wszystko z wełny.

Starsza kobieta
Wyposażenie kobiecego grobu

Jest to najbogatszy pochówek, bowiem znajdowało się w nim kilka przedmiotów z brązu: tarczka od jednego z pasów, ring na szyi, dwie bransolety i spiralny pierścionek oraz szpila wbitą w ubranie. W grobie znajdował się także gliniany pojemnik, drewniana skrzyneczka, brązowy sztylet oraz grzebień z rogu.

Rycina przedmiotów z brązu, glinianego naczynia i grzebienia

Ciało 20-latka również przetrwało w dobrym stanie do naszych czasów. Dzięki zachowanym włosom, możemy stwierdzić, że ścięty był „na pazia” :)
Miał na sobie kilt i płaszcz oraz skórzany pas. W trumnie wraz z nim złożono brązowy sztylet w drewnianej pochwie od miecza, rogowy grzebień, skrzyneczkę z kory, kościaną igłę oraz podwójne drewniane zapinki/guziki (? ang.:'double button')

Młody mężczyzna


Wszystkie znaleziska z Borum Eshøj oglądać można w Nationalmuseet w Kopenhadze.

Widok na pozostałe kopce


Źródła:
- http://oldtiden.natmus.dk
- http://www.fortidsmindeguide.dk

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

krajki

Pochwalę się efektem mojej pracy z naturalną szarą wełną islandzkich owieczek, którą kupiłam niedawno w Aarhus. Wełenka ręcznie przędziona. A powstały z niej owijacze: na zdjęciu jeden :)


Uprzędłam sporą ilość nitki z brązowej naturalnej wełny, więc poprosiłam Olafa by zrobił mi bardko. Oto efekty: dwie brązowe malutkie krajeczki…


A skoro temat krajek sam wypłynął, to pociągnę go dalej.
Krajki były splatane lub tkane z różnych surowców – wełny, jedwabiu, lnu, włosia końskiego lub wełny z domieszką włosia innych zwierząt hodowlanych.
Na Pomorzu krajki wełniane i z włosia występują jedynie w Gdańsku w warstwach datowanych na XI – XIII wiek. Zastosowano w nich głównie splot płócienny lub ryps. Krajki te są najczęściej w kolorze naturalnym wełny, a jeśli już farbowane, to na czerwono.
Krajki wełniane plecione były natomiast jedno lub wielobarwne.
Także w Gdańsku znaleziono jedyną na Pomorzu z okresu średniowiecza krajkę wykonaną techniką sprang (datowana na XI wiek).
Krajek jedwabnych na Pomorzu znaleziono 2 sztuki: w Wolinie (przełom IX i X wieku) oraz w Gdańsku (XI wiek) – obie w splocie płóciennym. Krajka z Gdańska miała dodatkowy zdobiący wątek tworzący wzór (zachowały się na nim ślady srebrnej taśmy, która pierwotnie owijała się wokół wątku zdobiącego).
Poza Pomorzem, na terenach dzisiejszej Polski, także nie mamy wielu przykładów krajek – kilka krajek w Opolu (w tym pleciona z jedwabiu) z połowy XII wieku, dwie krajki w Rawie Mazowieckiej (tabliczkowa i w splocie rypsu) datowane na XIV – XV wiek.

Przykłady krajek mamy i z innych terenów – krajka w splocie jodełki z Haithabu (IX – X wiek), wełniana „broszowana” z Birki (IX – X wiek), kilka wełnianych z Lubeki (XIII – XVI wiek) – ale także nie za dużo…
Zdaje się natomiast, że za krajki bardzo często brane są bardziej powszechne znaleziska tzw. wstążek z nićmi jedwabnymi, rzadziej lnianymi, w osnowie i ze srebrnym lub złotym wątkiem, tkanych na tabliczkach (np. z Birki) w bajecznych kombinacjach. Bynajmniej nie są to fragmenty, gdyż w większości zachowane są zakończenia z obu stron takiej wstążki. Problem w tym, że wstążeczki te (tak, nie bez przyczyny w literaturze przedmiotu wydziela się te dwa pojęcia – krajka i wstążka) szerokie są na 4 – 5 cm., a długie na 15 – 20 cm..

Zamiast powielać znalezione w internecie czy na forach powszechne „ultra-historyczne z Birki” wzory, należałoby przyjrzeć się oryginałom i zastanowić się czy tak popularne w rekonstrukcji wzorzyste i barwne krajki w jakikolwiek sposób przystają do rekonstruowanej rzeczywistości.

...prawie jak w przypadku haftów "dla podkreślenia statusu", ale o tym może nieco później ;)



Literatura uzupełniająca:
- A. Geijer, Die Textilfunde aus den Gräben, [w:] Birka, t. 3, Uppsala 1938.
- J. Maik, Wyroby włókiennicze na Pomorzu z okresu rzymskiego i ze średniowiecza, Wrocław 1988.
- Archaeological Textiles, pod red.: L.B. Jørgensen, B.M. i E. Munksgaard, Kopenhaga 1988.
- Textiles in Northern Archaeology, pod red.: P. Walton i J. Wild, Londyn 1990.

środa, 13 kwietnia 2011

Syv vikinger

Niedawno byliśmy w muzeum w Moesgård.
Podekscytowani, nie mogący się doczekać wejścia na otwartą przed paroma dniami i mocno reklamowaną wystawę o wdzięcznym tytule "Syv vikinger"
 
Przed wejściem trzeba wybrać jeden z kilku przedmiotów. Do wyboru jest grzebień, kawałek ceramiki, krzyżyk, miniaturka miecza. Przy tym należało na dotykowym ekranie wybrać język: duński lub angielski. Jak się później okazuje, cała wystawa „działa” na te przedmioty, gdyż są one namagnetyzowane/pomalowane „srebrną” farbą (albo coś jeszcze innego) i gdy przykłada się je w odpowiednim miejscu przy gablotach, lektor w języku wybranym uprzednio opowiada o tym, co właśnie widzimy.

Po wejściu uderza ciemność. I dym. Gdy oczy się przyzwyczają, można zobaczyć głównych bohaterów – wspomnianych już wyżej „Siedmiu wikingów”. Figury śpiące, nawet pocące się i poruszające się w akcie ciężkiego oddechu przez sen, a zrobione z czegoś podobnego do silikonu. Była to chyba główna atrakcja.
Lektor opowiadał, a słuchający mógł oglądać zajmujący film wyświetlany wprost na owłosioną (odczucia estetyczne nie do opisania) nogę/rękę lub kark „śpiącego wikinga”. Jeden z nich spał pod peruwiańskim kocykiem (czyżby brak funduszy?) a inny miał wytatuowaną całą rękę w młotki Thora (czyżby hiperrealizm?). Ostatnim wikingiem była starsza kobieta, która widocznie się przebudziła, bo cała naga była i bełkotała coś o tym, że dzieli nas tylko tchnienie.

(zdjęcie z FB Muzeum w Moesgård)

Dym powoli utrudniał oddychanie, nie mówiąc już o robieniu jakichkolwiek zdatnych do czegokolwiek zdjęć. Ale mniejsza o to. Przy kolejnych gablotkach można było wysłuchać melancholijnej opowieści (zapewne) wikinga o przygodach jego ojca i siostry (opowieść sklecona z motywów powszechnych w sagach oraz wyobraźni autorów = wczuwanie się). Zaprawdę zajmująca.
Wystawa ta jest naprawdę „multimedialna” - obok lektora były też wyświetlane na wielkich szybach rekonstrukcje statków w swych pierwszych rejsach. Można było także pooglądać nieme filmiki o „życiu codziennym” wikingów – np.: cała rodzina siedząca w błocie na drodze przed domem czy też mężczyzna, który ucina głowę drugiemu mężczyźnie i wrzuca ją do studni. Niestety bez żadnych etycznych komentarzy, ale za to z gestykulacją rodem z filmów Charliego Chaplina.
Dalej, na środku zaaranżowanej konstrukcji prawie absydowej, stał stół, na którym także wyświetlano szlaki morskie i podróże wikingów. W wianuszku wokół absydy stało sześć bram, nad którymi wyświetlano różnymi czcionkami nazwy: York, Kaupang, Volga, Byzant, Mecklemburg i Ingelheim.



W Yorku był pokazany filmik o wykopaliskach oraz wywiad z prowadzącym je – tylko po norwesku (!). Kaupang był zasypany kamieniami (?). Volga podobała mi się (o dziwo) – pokazano w tej salce kobiecą biżuterię z terenów Litwy i Łotwy.


Sala z podpisem Byzant była pusta (!) i tylko wielkie „malowidło” anioła stylizowanego na anioły z ikon straszył ze ściany. Mecklemburg był pozatykany pniami sosnowymi wysokimi do sufitu. Trzeba było uważać na głowę podczas przechodzenia pomiędzy nimi do gabloty, która stała na końcu sali, a w której to...były trzy koniki i kilka zausznic... W Ingelheim wisiał krzyżyk i stała rekonstrukcja relikwiarza z XII wieku.
Na tym skończyła się wystawa.
Cóż... nie to, czego się spodziewaliśmy.

Na koniec mała ciekawostka – czesaki do czesania wełny – największy plus tej wystawy :))



Mjoll


wtorek, 29 marca 2011

Pozdrowienia ze słonecznego Aros!

Jestem w Danii już drugi miesiąc. Czas bardzo szybko ucieka. Pomykam po korytarzach instytutu, biblioteki i znowu instytutu... ale żeby nie było, że się lenię i tylko "pomykam", to powiem w sekrecie, że operacja  o kryptonimie "krosno pionowe" nabiera rumieńców. Relacja fotograficzna i nieco teorii wkrótce! ;)

Jeśli już jesteśmy przy zdjęciach, to na deser linkuję wystawę o Aros we wczesnym średniowieczu :) Zdjęcia niezbyt ostre, co owocem to jest pewnej sumy pewnych zmiennych (aparat + wystawa w piwnicy + talent autorki ;), a sama wystawa bardziej planszowo-malowidłowa (a nie eksponatowa) tu --> https://picasaweb.google.com/joanna.wojtkowiak/VikingAros#

Pozdrawiam serdecznie,
Mjoll

piątek, 1 października 2010

kipchak hat

Pewien Węgier na Wolinie w tym roku poprosił, bym zrobiła mu "kipchak hat". Wysłał mi tę rycinkę na maila i dodał, że chciałby, by była biała z czerwonym otokiem.

 Dopiero teraz otrzymałam od szczęśliwego posiadacza zdjęcie jego głowy w mojej czapie :))

Szubataj :)
Mjoll

czwartek, 2 września 2010

przędzenie #2

Długo, naprawdę długo zbierałam się do napisania tego posta. O ile fakty można zrelacjonować, to odczucia, które moim zdaniem mają kluczowe znaczenie w procesie przędzenia, już nie tak łatwo poddają się prostemu (i zrozumiałemu!) językowi.

Postanowiłam nie opisywać swoich doznań z wrzecionem, ale zapostować dwa filmy osoby, która jest prawdziwym guru przędzenia na wrzecionie - Abby Franquemont. Jej praca (i książka o przędzeniu) jest niesamowita!

Część I., gdzie znajdziecie klarowne wprowadzenie do tematu.


Część II., gdzie rozprawia się ze wszystkimi możliwymi problemami i przeszkodami.


Ośmielę się tylko dodać od siebie kilka uwag o tzw. poprawności historycznej.
Haczyki czy nacięcia są popularne w nowych wrzecionach i na pewno są pomocne przy nauce, lecz niezbyt historyczne. 
Przęślik osadzamy na wrzecionie o tak (przy okazji widać sposób zamotania, by wrzeciono działało):
 U góry ostro zakończonego wrzeciona zapętlamy nitkę by było możliwe przędzenie (Zdjęcie znalezione w odmętach internetu, nie wiem gdzie.. Za to znakomicie pokazuje jak wiązać pętle.) :
 W momencie, gdy wrzeciono jest już „pełne”, uprzędzioną nitkę nawijamy na palce i wiążemy np. dratwą w czterech miejscach. Tak związaną gotujemy (dosłownie parę minut), by zatrzymać skręt. Taki kłębuszek schnie około dwóch do trzech dni. 
 Po wyschnięciu wełnę można nawinąć w prawdziwy kłębek :) Na zdjęciu mój pierwszy kłębek z naturalnie kremowego runa owczego.
 Miłego przędzenia!

Mjoll

sobota, 28 sierpnia 2010

walo(/e)nki

Ва́ленки (czy inaczej ка́танки) to "tradycyjne obuwie rosyjskie" produkowane z grubego filcu z wełny owczej. Walonki przywędrowały do Imperium Rosyjskiego z Wielkiego Stepu dopiero w XVIII wieku, kiedy to stały się modne (i drogie) w wyższych sferach. Następnie, od wieku XIX, stały się butami mas; butami "zawodowymi" wszystkich tych, którzy pracują w niskich temperaturach. Udoskonalano przepis wytwarzania walonek (m.in. kąpano je w roztworze kwasu solnego, wychodzące włoski na gotowym produkcie smarowano naftą i podpalano lub też ścierano godzinami pumeksem - a wszystko po to, by uzyskać tak pożądaną gładką powierzchnię) Z czasem zaprzestano produkcji rzemieślniczej na rzecz przemysłowej (również z filcu technicznego niestety).
Walonki, prócz tego, iż nie przemakają na mrozie (na suchym śniegu), mają i inne zalety. Wełna to materiał ekologiczny. W zimie walenki grzeją i pobudzają krwiobieg, latem utrzymują temperaturę stopy.

Patrząc na interesującą nas epokę można stwierdzić, że także we wczesnym średniowieczu było możliwe ich występowanie. Pośrednim dowodem może być znalezisko fragmentu filcu w obuwiu z pochówku  Oseberg. Mi osobiście sprawdzają się jako "wyściółka" czy, jak kto woli, "skarpetki" do butów. Preferuję zestaw walonki + buty z jednego kawałka skóry.

Na zdjęciach walonki z naturalnie brązowej wełny owczej. 
(Przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat jest leciwy i nie daje lepszego obrazu.)