Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli zebrane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli zebrane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2011

på polsk

Od pewnego czasu obserwuję „historyczno-archeologicznego pudelka” (nazwa adekwatna co do poziomu konwersacji) - ci, którzy przeglądają od czasu do czasu Hallę, wiedzą o co chodzi. Miałam niemały ubaw z czytania „punktów fundamentalnych każdego prawego człowieka, który rekonstrukcyjny ruch w Polsce chce ocalić, a przy okazji mrok wytropić i unicestwić oraz do wiadomego straganu zachęcić.” - to tak w skrócie.
Pewnego dnia włos zjeżył mi się na głowie – rozpoczęła się „poważna dyskusja” o w c z u w a n i u s i ę wikingów w zwierzęta. Tak, wczuwaniu się. Nie myśląc za dużo o reperkusjach, skomentowałam. Natrafiłam na zajadłego 'adwersarza', a jego zajadłość była (jest) wprost proporcjonalna do posiadane przez niego braku szacunku do źródeł i ogromu niewiedzy, a raczej tego, że nie zdaje sobie sprawy z ogromu swojej niewiedzy. Mniejsza o dyskurs – nie jest to bynajmniej myśl przewodnia.
Uderzyła mnie z gruntu inna myśl. Jakże byłoby błogo, spokojnie, 'magicznie' (wszak mogłabym się wczuwać!), gdybym nie odczuwała wstrętu, wręcz organicznego bólu czytając/słysząc takie bzdury, gdybym nie była historykiem... Ale jestem.
I teraz przypominają mi się słowa promotora: „bez humanistyki więzi społeczne, spójność grupowa współczesnych społeczeństw narodowych straci swoje racjonalne podstawy. A bez racjonalności jako intersubiektywnego czynnika łączącego ponad emocjami i doraźnymi interesami duże społeczności nie będą istnieć w sposób pokojowy.” I dlatego m.in. historycy powinni „oddziaływać na społeczeństwo”, „upowszechniać wiedzę”... powinni rozmawiać.
Ale jak?
Innym problemem jest to, że osoba ta to archeolog. Powiem więcej – archeolog, który uzurpuje sobie zdolności pracy źródłowej, metodyki i krytyki źródła pisanego, a tak naprawdę nie wie nic. Dlaczego tak się dzieje? Mój promotor twierdzi, że dlatego iż archeologia nadal szuka swojego miejsca, nowych dróg dla metodologii, słowem: pomysłu na siebie.
Moim skromnym zdaniem nie potrzebuje tych poszukiwań. Dlaczego archeolodzy nie zajmują się tym, co jest domeną archeologii: wykopaliskami, rekonstrukcją kultury materialnej, dokumentacją, tworzeniem?? Zamiast tego wchodzą z nonszalancją na grząskie pole historycznej antropologii kulturowej bez minimalnego przygotowania metodologicznego (!).

I jak ja mam rozmawiać z kimś, kto nie ma nawet minimum wiedzy i wierzy we wszystko, co jest napisane i/lub wydane?

- Ved du, hvad det hedder på polsk?
- Ja, Ł. Malinowski... og „papier zniesie wszystko”.

wtorek, 29 marca 2011

Pozdrowienia ze słonecznego Aros!

Jestem w Danii już drugi miesiąc. Czas bardzo szybko ucieka. Pomykam po korytarzach instytutu, biblioteki i znowu instytutu... ale żeby nie było, że się lenię i tylko "pomykam", to powiem w sekrecie, że operacja  o kryptonimie "krosno pionowe" nabiera rumieńców. Relacja fotograficzna i nieco teorii wkrótce! ;)

Jeśli już jesteśmy przy zdjęciach, to na deser linkuję wystawę o Aros we wczesnym średniowieczu :) Zdjęcia niezbyt ostre, co owocem to jest pewnej sumy pewnych zmiennych (aparat + wystawa w piwnicy + talent autorki ;), a sama wystawa bardziej planszowo-malowidłowa (a nie eksponatowa) tu --> https://picasaweb.google.com/joanna.wojtkowiak/VikingAros#

Pozdrawiam serdecznie,
Mjoll

poniedziałek, 17 stycznia 2011

rozstania i powroty :)

Tak, wiem... dawno mnie tu nie było. Usprawiedliwienia nie mam poza to, że w rozjazdach byłam - m.in. zwiedziłam Petersburg. Tak, ten nad Newą :)



Wspomnień co niemiara, ale i parę refleksji.


Rosjanie mają niesamowicie silne poczucie wartości, wyjątkowości swojej ojczyzny, są 100% patriotami i nie wyobrażają sobie święta narodowego bez szampana. Tak się złożyło, że spędziłam 11.11. właśnie tam. Przyszła do mnie studencka delegacja i zaprosiła na szampana z powodu święta. Tam ludzie dużo bardziej się cieszą - i to ze wszystkiego, bo my z kolei obchodzimy każde święto "na smutasa" raczej.
Alkohol leje się strumieniami. Przy posiłkach, a nie daj Boże żeby to była "uroczysta kolacja", nie ma czasu na rozmowy. Trzeba szybko jeść, by zdążyć przed następnym toastem - wódką oczywiście.
Właśnie... toasty. Rosjanie je uwielbiają! Wręcz poczytane jest za obrazę, jeśli nie wznosisz przy stole toastów za wspaniałość gospodarzy etc. I nie wystarczy jeden... Toasty następują co 8-10minut.

Oczywiście wyjazd wspominam bardzo dobrze. Zostałam przyjęta z wielką gościnnością, poznałam wielu młodych i trochę starszych Rosjan, którzy z natury są po prostu serdeczni i zrobiłam porządną kwerendę bibliograficzną...
... największą wadą jest 46 godzinna podróż. Ale warto było!