Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aarhus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aarhus. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 czerwca 2011

Pochówki z Borum Eshøj



Korzystając z ładnej pogody, wybraliśmy się całą trójką do pobliskiego Borum. W Borum, a konkretniej Borum Eshøj zobaczyć można rekonstrukcję chaty z epoki brązu w otoczeniu kilku kopców, gdzie nadal trwają wykopaliska archeologiczne.

Borum Eshøj znajduje się 15km. od Aarhus
Natchnieniem do wyprawy były legendy dotyczące tego miejsca. Pierwsza z nich mówi, że kopiec w Borum Eshøj miał 10 metrów wysokości i był miejscem, gdzie pogrzebano doczesne szczątki księcia Burisa. Książę ów miał romans z siostrą króla Waldemara Wielkiego, za co król rozkazał wyłupać mu oczy.
Mniej romantyczna, ale równie krwawa jest druga legenda. Ta opowiada o kopcu, który zamieszkują okrutne trolle. Troll z Jelshøj (innego kopca :)) przekonał wielkiego wojownika Svena Fældinga by zabił trolle z Borum Eshøj. Podał mu w rogu magiczny napój, który dawał wojownikowi niewyobrażalną siłę.
Wyruszyliśmy zatem w poszukiwaniu tych złowrogich trolli... :)

Thyra dzielnie szukała trolli w trawie :))

Pierwszy grób odnaleziono już w 1871 roku – był to grób starszej kobiety. Rolnik zgłosił swoje odkrycie, gdyż lękał się legendy o bezlitosnych trollach... :)
Podczas wykopalisk w 1875 roku odnaleziono kolejne dwie trumny – z młodym i starszym mężczyzną. Kopiec był usypany pierwotnie tylko wokół trumny ze starszym mężczyzną. Dwie pozostałe osoby były pochowane później. 

Wykopaliska w Borum Eshøj. Akwarela Magnusa Petersena, 1875.
W kopcu znaleziono wiele grobów, w tym ciałopalnych. Archeolodzy jednak najsilniej opowiadają się za hipotezą, że pierwotnie kopiec ten był przeznaczony dla tych trzech osób. Rozplanowanie trumien było przemyślane, a dary grobowe pokazują troskę i bogactwo.
Dąb, z którego wykonane były trumny starszej pary, jest datowany na ok. 1350 – 1351 rok p.n.e., co może wskazywać na to, iż osoby te były pochowane mniej więcej w tym samym czasie. Kobieta i starszy z mężczyzn mieli po 50 – 60 lat. Młodszy miał ok. 20 – 22 lat, a dąb z jego trumny wydatowano na 1345 rok.
Z powyższych danych archeolodzy wnioskują, że w kopcu tym pochowana została 'mała rodzina'.
Plan z 1875 roku.
Ciało starszego mężczyzny było doskonale zachowane – mięśnie utrzymywały w całości szkielet w momencie transportowania ciała do Kopenhagi. Mężczyzna miał obcięte i wypolerowane paznokcie i świeżo ogoloną twarz. Jego ciało spoczywało na skórze krowy. Na sobie miał czapkę, owalny płaszcz, kilt, pas i onuce – wszystko z wełny. Jedynymi niewełnianymi obiektami w grobie były drewniane igły przymocowane u góry płaszcza na wysokości szyi.
Starszy mężczyzna i jego czapka
Kobieta pochowana w kopcu miała ok. 50 – 60 lat w momencie śmierci. Była stosunkowo niska i krępa, a ślady na szkielecie wykazywały wykonywanie ciężkiej fizycznej pracy. Jej włosy zachowały się, ale podczas przeszukiwania jej trumny przez rolników, odpadły od czaszki i dlatego nie możemy nic powiedzieć o jej uczesaniu.










Miała na sobie prostokątny skrawek wełny zszyty z kilku mniejszych, bluzę, siatkę na włosach, czapkę i dwa paski – wszystko z wełny.

Starsza kobieta
Wyposażenie kobiecego grobu

Jest to najbogatszy pochówek, bowiem znajdowało się w nim kilka przedmiotów z brązu: tarczka od jednego z pasów, ring na szyi, dwie bransolety i spiralny pierścionek oraz szpila wbitą w ubranie. W grobie znajdował się także gliniany pojemnik, drewniana skrzyneczka, brązowy sztylet oraz grzebień z rogu.

Rycina przedmiotów z brązu, glinianego naczynia i grzebienia

Ciało 20-latka również przetrwało w dobrym stanie do naszych czasów. Dzięki zachowanym włosom, możemy stwierdzić, że ścięty był „na pazia” :)
Miał na sobie kilt i płaszcz oraz skórzany pas. W trumnie wraz z nim złożono brązowy sztylet w drewnianej pochwie od miecza, rogowy grzebień, skrzyneczkę z kory, kościaną igłę oraz podwójne drewniane zapinki/guziki (? ang.:'double button')

Młody mężczyzna


Wszystkie znaleziska z Borum Eshøj oglądać można w Nationalmuseet w Kopenhadze.

Widok na pozostałe kopce


Źródła:
- http://oldtiden.natmus.dk
- http://www.fortidsmindeguide.dk

sobota, 14 maja 2011

Moesgård po raz drugi

Przyjechał do nas w odwiedziny Paweł. Tak więc zabraliśmy go m.in. do Moesgårdu. Z tejże okazji zapraszam na mini foto relację :)

Epoka kamienia i brązu:
ceramika i bursztyny *.*

duuużo naprawdę ładnej ceramiki

różnorodność kształtów i kunszt wykonania

skarby z bagna

skarby z bagna #2


Epoka żelaza:
Koraliki, grzebyki, sprzączki... nie mówiąc o tarczach i wszelakiej broni...

grzebyk

zapinka z koniem xD

rzymskie skarby


szklane (i nie tylko) błyskotki


Siedmiu Wikingów – mała rehabilitacja ;) Wystawa tym razem była pozbawiona prawie całkowicie dymu, przez co mogłam bez większych przeszkód fotografować:

ciężarki tkackie
tkaniny prosto ze spalonego domu

srebro wikingów

odważniki i monety

sprzączka i fibula

bransolety
brosza żółwiowa

...i broszka trójlistna z miłym dla oka ornamentem

do broszek - koraliki

cała kolia znad Bałtyku :)

kopia zaginionego relikwiarza św. Korduli *

...z boku

...zbliżenie na szczegół

...zbliżenie na szczegół #2

Następnie udaliśmy się na spacer Parkiem przy Moesgårdzie.
Jedną z atrakcji był XIX wieczny młyn oraz pole grzebalne ukazujące zmiany w tejże tradycji... pełne owiec.

mama z młodym

 Pewna owca-mama (a może tata?) z wielkimi groźnymi rogami pilnowała wejścia do jednego ze zrekonstruowanych grobowców. W środku tegoż baraszkowały małe jagniątka :)

owcze włości







*Przypadkiem, bo szukając czegoś zupełnie innego, natknęłam się na ciekawy artykuł o tym relikwiarzu:

E. Roesdahl, Viking Art in European churches, [w:] Viking Trade and Settlement in Continental Western Europe, pod red.: I.S. Klæsøne, Kopenhaga 2010, s. 149-164.

środa, 13 kwietnia 2011

Syv vikinger

Niedawno byliśmy w muzeum w Moesgård.
Podekscytowani, nie mogący się doczekać wejścia na otwartą przed paroma dniami i mocno reklamowaną wystawę o wdzięcznym tytule "Syv vikinger"
 
Przed wejściem trzeba wybrać jeden z kilku przedmiotów. Do wyboru jest grzebień, kawałek ceramiki, krzyżyk, miniaturka miecza. Przy tym należało na dotykowym ekranie wybrać język: duński lub angielski. Jak się później okazuje, cała wystawa „działa” na te przedmioty, gdyż są one namagnetyzowane/pomalowane „srebrną” farbą (albo coś jeszcze innego) i gdy przykłada się je w odpowiednim miejscu przy gablotach, lektor w języku wybranym uprzednio opowiada o tym, co właśnie widzimy.

Po wejściu uderza ciemność. I dym. Gdy oczy się przyzwyczają, można zobaczyć głównych bohaterów – wspomnianych już wyżej „Siedmiu wikingów”. Figury śpiące, nawet pocące się i poruszające się w akcie ciężkiego oddechu przez sen, a zrobione z czegoś podobnego do silikonu. Była to chyba główna atrakcja.
Lektor opowiadał, a słuchający mógł oglądać zajmujący film wyświetlany wprost na owłosioną (odczucia estetyczne nie do opisania) nogę/rękę lub kark „śpiącego wikinga”. Jeden z nich spał pod peruwiańskim kocykiem (czyżby brak funduszy?) a inny miał wytatuowaną całą rękę w młotki Thora (czyżby hiperrealizm?). Ostatnim wikingiem była starsza kobieta, która widocznie się przebudziła, bo cała naga była i bełkotała coś o tym, że dzieli nas tylko tchnienie.

(zdjęcie z FB Muzeum w Moesgård)

Dym powoli utrudniał oddychanie, nie mówiąc już o robieniu jakichkolwiek zdatnych do czegokolwiek zdjęć. Ale mniejsza o to. Przy kolejnych gablotkach można było wysłuchać melancholijnej opowieści (zapewne) wikinga o przygodach jego ojca i siostry (opowieść sklecona z motywów powszechnych w sagach oraz wyobraźni autorów = wczuwanie się). Zaprawdę zajmująca.
Wystawa ta jest naprawdę „multimedialna” - obok lektora były też wyświetlane na wielkich szybach rekonstrukcje statków w swych pierwszych rejsach. Można było także pooglądać nieme filmiki o „życiu codziennym” wikingów – np.: cała rodzina siedząca w błocie na drodze przed domem czy też mężczyzna, który ucina głowę drugiemu mężczyźnie i wrzuca ją do studni. Niestety bez żadnych etycznych komentarzy, ale za to z gestykulacją rodem z filmów Charliego Chaplina.
Dalej, na środku zaaranżowanej konstrukcji prawie absydowej, stał stół, na którym także wyświetlano szlaki morskie i podróże wikingów. W wianuszku wokół absydy stało sześć bram, nad którymi wyświetlano różnymi czcionkami nazwy: York, Kaupang, Volga, Byzant, Mecklemburg i Ingelheim.



W Yorku był pokazany filmik o wykopaliskach oraz wywiad z prowadzącym je – tylko po norwesku (!). Kaupang był zasypany kamieniami (?). Volga podobała mi się (o dziwo) – pokazano w tej salce kobiecą biżuterię z terenów Litwy i Łotwy.


Sala z podpisem Byzant była pusta (!) i tylko wielkie „malowidło” anioła stylizowanego na anioły z ikon straszył ze ściany. Mecklemburg był pozatykany pniami sosnowymi wysokimi do sufitu. Trzeba było uważać na głowę podczas przechodzenia pomiędzy nimi do gabloty, która stała na końcu sali, a w której to...były trzy koniki i kilka zausznic... W Ingelheim wisiał krzyżyk i stała rekonstrukcja relikwiarza z XII wieku.
Na tym skończyła się wystawa.
Cóż... nie to, czego się spodziewaliśmy.

Na koniec mała ciekawostka – czesaki do czesania wełny – największy plus tej wystawy :))



Mjoll


wtorek, 29 marca 2011

Pozdrowienia ze słonecznego Aros!

Jestem w Danii już drugi miesiąc. Czas bardzo szybko ucieka. Pomykam po korytarzach instytutu, biblioteki i znowu instytutu... ale żeby nie było, że się lenię i tylko "pomykam", to powiem w sekrecie, że operacja  o kryptonimie "krosno pionowe" nabiera rumieńców. Relacja fotograficzna i nieco teorii wkrótce! ;)

Jeśli już jesteśmy przy zdjęciach, to na deser linkuję wystawę o Aros we wczesnym średniowieczu :) Zdjęcia niezbyt ostre, co owocem to jest pewnej sumy pewnych zmiennych (aparat + wystawa w piwnicy + talent autorki ;), a sama wystawa bardziej planszowo-malowidłowa (a nie eksponatowa) tu --> https://picasaweb.google.com/joanna.wojtkowiak/VikingAros#

Pozdrawiam serdecznie,
Mjoll