Dawno już przestałam tłumaczyć czym się charakteryzuje filc zrobiony nie tylko ręcznie „od samego początku”, ale także „poprawny historycznie”.
Mało kto wie, że na filc z reguły brano najgorsze runo – to z brzucha i nóg owcy, z przewagą twardego (szerstnego) włosia, z zabrudzeniami. Filc nie miał (przynajmniej ten średniowieczny :P) wyglądać – miał przede wszystkim grzać. Dlatego też filc taki jest kudłaty (w większości to włosy z okrywy szerstnej) :P
Dlaczego właśnie tak? Bo najlepsze runo, dokładnie wyczesane i delikatne szło do przędzenia , a następnie do tkania. (eureka!)
Pewien eksperyment, który „mimochodem” został przedsięwzięty, unaocznił niebywałe zalety takiego puchatego-kudłatego filcu. Mianowicie, na bodajże zeszłorocznym Wolinie wciąż padało. Przypadkiem zostawiłam skrawek takiego filcu (zawieruszony próbnik maty) na zewnątrz namiotu. I mókł on przez całe dwa dni, a deszcz jaki był, każdy kto doświadczył podtopień i oglądał turystów gubiących buty w błocie, opowie.
Po dwóch dobach nawałnicy znalazłam zaginiony próbnik. Podniosłam i ku mojemu zdziwieniu trawa pod płachetką była sucha. Ale nie tylko trawa była sucha. Płachta o grubości 0,5cm z góry, do połowy tejże grubości była nasączona wodą tak, że po podniesieniu ściekało z niej jak z gąbki. Ale druga połowa grubości działała jak warstwa izolacyjna – była kompletnie sucha (!). Taki średniowieczny waterproof ;)
| Kudłata mata na pierwszym planie. |
Właśnie dostałam trochę szarego runa ze niezidentyfikowanej owcy. Ma więcej szerstnych włosów i dlatego ją ufilcuję. Bardzo mi się podoba jej kolor. Może dlatego, że jest taki naturalny. (Rzadko kiedy farbowano wełnę na filc czy gotowe wyroby z filcu).
Może powstanie z niej też taka waterproof mata... :)