W tym roku ulegliśmy urokowi Karpackiej Troi - Trzcinicy koło Jasła.
Czas nie był dla nas łaskawy, gdyż mieliśmy do Troi zawitać już daaawno, ale…najpierw wielka woda zalała zrekonstruowaną osadę, a rok później byliśmy "po-w trakcie" duńskich wojaży. W tym roku się udało - dotarliśmy!
| rozplanowanie przestrzenne wczesnośredniowiecznej osady |
Muszę przyznać jedno - skansen uroczy, a wartość poznawcza samego miejsca tkwi nie tylko w jego wczesnośredniowiecznych dziejach, ale i drugim obliczu - epoce brązu (!).
Oczywiście wspięliśmy się na ogromne schody i podziwialiśmy panoramę całego założenia.
| prawie cała panorama :)) |
Przywitały nas fragmenty zrekonstruowanych umocnień i bram, kilka chatek, a to wszystko na wzgórzu, w cudownie zielonym lesie.
Budynek muzeum (ciekawie łączący nowoczesny design z sielskimi oczkami wodnymi) nie był niestety przychylny - szczególnie nieprzychylna była "pipcząca" barierka (wyjątkowo nieprzemyślany element zabezpieczający, który w efekcie utrudniał, a wręcz uniemożliwiał, nie tylko zrobienie dobrego zdjęcia - przynajmniej mi..., ale i przyjrzenie się scenkom rodzajowym z woskowymi postaciami (prawie tak dobrymi jak w Moesgardzie!) w rolach głównych). Zamiast kontemplować wystawę, słyszałam nieustannie "proszę odsunąć się od barierki".
![]() |
| moja ulubiona scenka rodzajowa - trzciniecki wojownik vs. łucznik fot. Dariusz Zaród |
Oprócz scenek "z życia codziennego" mieszkańców Trzcinicy, w muzeum można było podziwiać niemały zbiór przedmiotów żelaznych, jak raki czy grociki strzał, siekańców oraz biżuterii...
| srebrna zausznica |
Gwoździem programu był jednak ten piękny trzewik pochwy miecza znaleziony w skarbie kruszcowym (datowanym, o ile się nie mylę, na I poł. XI wieku ?).
| fiński trzewik na trzcinieckiej ziemi |
Przykuwa uwagę nie tylko piękno jego wykonania, ale i fińskie pochodzenie (domniemany fiński rzemieślnik) oraz skandynawskie wpływy na wzornictwo.
Na zakończenie, dla chcących dowiedzieć się więcej i przeczytać mniej subiektywnych uwag, strona Skansenu w Trzcinicy oraz oficjalne konto Festiwalu na FB.

Też w tym roku dotarliśmy wreszcie do Trzcinnicy... i prawdę mówiąc, nieco się zawiedliśmy. Miejsce ładne, chatki i muzeum fajnie zrobione - no ale, przede wszystkim ten piszczyk na wystawie - która sama z siebie kusi, żeby się przyjrzeć, macnąć, nachylić - i myślę że spokojnie ta opcja macnięcia, przyjrzenia się i nachylenia mogła być zachowana, a zamiast tego - klimat jak w starych zapyziałych muzeach z "cerberem" w kącie skrzeczącym żeby nie dotykać eksponatów ;-) Piękny pomysł dostaje przez to w łeb i już się nie podnosi - a mogła być wystawa na światowym poziomie.
OdpowiedzUsuńNo i sam festiwal imho taki sobie, no ale to już bardzo subiektywne odczucie.
Pozdrawiam!
Jak na drugą edycję? Było lepiej niż na przeciętnym polskim festiwalu ze stażem 10-ciu z górą lat. Trzcinica ma potencjał i jeszcze dużo czasu żeby się "popodciągać w niedociągnięciach". Zwłaszcza, że ludzie, którzy tam siedzą są pozytywnie nastawieni do wszelkim uwag na temat.
OdpowiedzUsuńMimo okropnej pipczącej barierki, jestem dobrej myśli ;)
Pozdrawiam,
Mjoll
Powiem szczerze, że nie mam za dużego porównania do innych festiwali, bo ostatnimi czasy jeździmy głównie na wayfarerskie imprezy plus Cedynię i Ciechanów, na Trzcinnicę wybraliśmy się bo nas Boran nakręcał już od dawna, no i uznaliśmy, że trzeba zobaczyć tą rozreklamowaną Karpacką Troję :)
UsuńPóki co to jest dla mnie głównie potencjał, so - liczę, że będzie z roku na rok lepiej. No i że poziom reko będzie wyższy, bo akurat to mnie osobiście najbardziej zadziwiło, biorąc pod uwagę Borana jako organizatora.
Natomiast najbardziej przeszkadzały mi rzeczy od strony "cywilnej" - mieliśmy miejscówkę tuż pod głośnikami, niestety nie dało się doprosić, żeby minimalnie je ściszyć, w naszym obozie nie dało się normalnie rozmawiać przez sporą część czasu - a wystarczyłoby pomyśleć wcześniej, i ustawić głośniki w innym miejscu albo inaczej rozplanować obóz. Podobnie - znajomi chcieli nadać komunikat bo im coś zginęło - spotkali się z niezbyt zaowalowanym "spi***". Inna rzecz - ochroniarze pilnujący toalet, żeby czasem ludzie w strojach do nich nie poszli zamiast się smażyć w toiku (kto w ogóle wydał im tak absurdalne polecenie?).
Ja tam osobiście nie lubię, jak się rekonstruktorów, podstawę takiej imprezy, traktuje jak małpy. Było nie było, to rekonstruktorzy im tam ruch w ten weekend nakręcają. Tym bardziej że nie chodzi o jakieś nie wiadomo co. Da współpracować ze wzajemnym szacunkiem i nie utrudnianiem sobie życia, nawet jeśli dla przeciętnego dyrektora/pracownika instytucji kultury nasze hobby jest dziwne ;-)
Natomiast barierkę mogli by sobie po prostu darować :D Przecie nikt im tam niczego nie wyniesie z tej wystawy (a jak się tego obawiają, to da się tak przymocować co cenniejsze elementy żeby nie ułatwiać tegoż) ;)
To wydaje mi się jest relikt jakiegoś takiego przedpotopowego myślenia o wystawiennictwie i tym do czego służy muzeum ;)
Z tą miejscówką nie mogliście się po prostu przesunąć? Przecież było strasznie dużo miejsca. Ale fakt faktem - głośniki dudniały.
UsuńHem, zakaz używania toalety (tylko w Polsce! xD) to był prawdziwy strzał w nogę dyrekcji muzeum.
Z resztą muzealnictwo w Polsce nigdy nie rozwijało się szybko i nadal nie korzysta z zachodnich trendów. Oczywiście są (powiedzmy, że są) wyjątki, ale to kropla w morzu potrzeb.
Jak już narzekamy ;) to nam osobiście przeszkadzała głównie sprawa z brakiem pozwolenia na przywóz psów, która była tak iluzoryczna, już nie mówiąc o braku ogłoszenia (albo nie zanotowałam takowego - sama informacja doszła do nas pocztą pantoflową dzień przed wyjazdem).
W notce skupiałam się (prawie zawsze) na dobrych stronach wyjazdu (może dlatego notka taka skromna? :P).
Pomimo tego wszystkiego zgadzamy się w jednym fundamentalnym punkcie - potencjał jest ;))