piątek, 29 kwietnia 2011

Młot Thora – występowanie, symbolika, kontekst kulturowy

W tradycyjnym nurcie historiografii skandynawskiej dotyczącej chrystianizacji, za oznakę toczącego się w X wieku konfliktu pomiędzy wyznawcami starej religii i chrześcijanami uznano pojawienie się zawieszek w kształcie młotków Thora i krzyża. Sigurd Grieg udowodnił, że młotki Thora są starsze, niż konwersja i nie są reakcją jako taką na pochód chrześcijaństwa. Jörn Staecker i Anne-Sofie Gräslund wyróżnili dwie odrębne tradycje: thorhammerringe - starszą (VIII – X wiek) i młoty jako samodzielne zawieszki – młodszą (IX – X wiek).

thorhammerringe

pojedyncza zawieszka
Obręcze z młotkami najczęściej spotykane są w pochówkach ciałopalnych, złożone na urnach, na terenie środkowo-wschodniej Szwecji i Rusi. Wydaje się zatem iż wkładanie takich darów do grobów kremacyjnych (w 95% przypadków) jest związane z jakimiś wierzeniami. 60 % hammerringów występuje w grobach kobiecych, 40% w męskich w Szwecji. Na wschodzie proporcje są podobne, lecz jednocześnie ringi częściej pojawiają się w osadach. Co ciekawe nie znamy przykładów obręczy z terenów Danii czy Norwegii.
Uczeni spierają się co do przyczyn pojawienia się w Skandynawii obręczy noszonych na szyi. Jörn Staecker rozważa dwie możliwości. „Jeśli rozwój religii pogańskiej był częścią kształtowania się społeczności epoki Vendel, to obręcze z młotami były odbiciem głębszej świadomości tego społeczeństwa. Powstały jako materializacja struktury narracyjnej, która była niezbędna do ugruntowania tradycji.” Drugie wyjaśnienie mówi o świadomej manifestacji wierzeń pogańskich wobec pojawienia się na Północy chrześcijan, ludzi którzy mieli styczność z religią chrześcijańską lub wręcz manifestowali swą przynależność nosząc symbol krzyża w postaci zawieszki. Należy jasno stwierdzić, ze w IX wieku nie znaleziono żadnej zawieszki w kształcie krzyża, więc hammerringi nie są bynajmniej odpowiedzią pogan na chrześcijaństwo.
Pojedyncze zawieszki występują w południowej Szwecji, Danii wraz z terenami Niemiec najbliżej jej granic obecnych, kilka w Norwegii, południowych i wschodnich wybrzeżach Morza Bałtyckiego oraz pojedyncze okazy na Wyspach Brytyjskich, w Polsce, na Islandii i w Rosji. Tylko 10 % z nich pojawia się w grobach. Pozostała część jest złożona w skarbach, znajdowana na terenach osad itp..

Trudno nam powiedzieć o znaczeniu pierwotnym młotów Thora. Thor w przeciwieństwie do Odyna, był bardziej ludowym bogiem – bogiem wojny i urodzaju. Jego młot – Mjollnir wg mitologii przekazywanej nam przez Snorriego Sturlusona, bronił ludzi przed zagrażającymi im potworami. Adam Bremeński pisząc o Upsali wspomina: „jesli grozi zaraza lub głód, dary składano Thorowi”.
A tak pisze Dudo z Saint-Quentin w Historii normandzkich książąt spisanej około 1000 roku o kulcie Thora: „składali ofiary na cześć swego boga Thora. Nie ofiarowali mu owiec, bydła, wina, ani zboża, lecz czcili go ludzką krwią, uznając ją za najcenniejszy dar”
Materiał archeologiczny nie potwierdza obrazu z kroniki, a nawet wykazuje nam pokojową egzystencję wierzeń przedchrześcijańskich i chrześcijaństwa we wczesnej fazie, gdyż właśnie w X w. pojawiają się zawieszki w kształcie młotów i krzyży obok siebie.

Na terenie Danii odnaleziono 53 egzemplarze młotków odlewane w 8 wzorach. Liczbowo rozkładają się równomiernie pomiędzy groby, skarby a znaleziska na terenie osiedli mieszkalnych. Wszystkie pochodzące z grobów były w pochówkach kobiecych. Z drugiej strony krzyżyków odnaleziono 44 sztuki i zdecydowana większość pochodzi ze skarbów i terenów osiedli.
Staecker proponuje dla Danii przyjąć chronologię dość pokrętną – gdyż jego zdaniem młotki zanikają w X, a w XI wieku pojawiają się krzyże. Jednak materiał archeologiczny nie poddaje się tej datacji – krzyże są znajdowane w pochówkach także z X wieku.
Ponadto pojawiają się przedstawienia młota i krzyża w zestawieniu czy też konfrontacji. Edith Marold opierając się na inwokacjach runicznych występujących na kilku kamieniach duńskich (np. „Thorze pobłogosław te runy”) oraz na zastosowaniu młotka Thora w czasie ceremonii zaślubin, ukazuje wpływ modlitw chrześcijańskich i liturgii kościelnej na pojawienie się symboli młota Thora. Co ciekawe, zestawienia takie nie należą do rzadkości. Zdaniem niektórych historyków symbol młota Thora musiał wręcz odgrywać pewną rolę w chrystianizacji Danii. O rosnącym zapotrzebowaniu zarówno na zawieszki w kształcie młotka, jak i krzyżyka świadczy forma znaleziona w Trendgarden.

forma z Trendgarden


W Szwecji krzyżyków znaleziono 79, a młotków zaledwie ok. 40. Na dodatek młotki z reguły pochodzą nie z grobów, a ze skarbów. Nie noszą śladów użytkowania i w odróżnieniu od innych części skarbu nie są zniszczone. Przeważnie takie znalezisko interpretuje się jako poświęcone Thorowi, lecz Marten Stenberger sugeruje, że może to mieć związek z „przemijaniem wierzeń przedchrześcijańskich przy równoczesnym zachowaniu szacunku dla symboli starego kultu”.
Także na terenie Szwecji mamy do czynienia z przykładami współistnienia symboli młota i krzyża. Na niektórych zawieszkach w kształcie młota jest wyraźnie zaznaczony krzyż – znamienny jest przykład młotka z Lugnas z Vastergotland (Szwecja).
Przykładów dostarcza nam także cmentarzysko z Birki. Grób Bj 750, gdzie w podwójnym pochówku komorowym odnaleziono młot i krzyż, jednak ułożenie zawieszek nie daje odpowiedzi na pytanie czy zawieszki były własnością jednej osoby czy też każda miała swoją odpowiadającą jej wierzeniom.
Grób 854 jest pochówkiem kobiecym, skrzyniowym, szkieletowym, orientowanym zach.-wsch.. Grób zawierał dzban typu Tating z wyraźnym krzyżem, misę brązowa pochodzenia insularnego z uchwytami w kształcie ryb, dzięki czemu identyfikowana jest jako naczynie wiszące służące do rytualnego obmywania rąk w czasie mszy. Kobieta na szyi miała żelazną obręcz z kilkoma młoteczkami Thora.

Z Norwegii znamy zaledwie 11 przykładów młotków Thora. Wszystkie one były znalezione jakieś 100 do 60 lat temu, więc nie wiemy za dużo o ich kontekście archeologicznym. Przeważają w skarbach. Norwegię bardziej charakteryzują kamienne krzyże. Inspiracja zapewne mogła przyjść z Irlandii i Brytanii.

Thor, a może Chrystus z Islandii

Islandia : Na podstawie kształtu brody i tronu przyjęto, ze jest to przedstawienie Thora. Jednak brodę mężczyzny można także interpretować jako krzyż, który mężczyzna trzyma oburącz.
Podobnie jest z zawieszką z Hrunamananahreppur, Foss na Islandii. Krzyż z uformowaną na górze głową zwierzęcą z dodatkowym wycięciem krzyża w środku. Nieporozumieniem musi być interpretowanie tego znaleziska jako młota Thora.

Prócz hammerringów Ruś charakteryzuje ciekawe zjawisko grafitti szeroko omówione przez prof. Duczko. Oprawka noża ze Starej Ładogi ma na sobie wyryte dwa symbole: krzyża i młota. Szczególnie ciekawe jest również przedstawienie grafitti na jednej z monet wareskich, gdzie wyryte są wizerunki młota i krzyża, a pod spodem runami słowo „b ó g”.



Pojawienie się zawieszek w kształcie młotków Thora nie jest manifestacją pogańskich wierzeń, których wyznawcy przeczuwali swój rychły koniec. Ta na wpół-romantyczna wizja lat 90 XX wieku nie znalazła potwierdzenia w źródłach pisanych. Te zaś mówią o silnym oporze pogan na terenie Norwegii, gdzie byli zwalczani mieczem i ogniem. Mimo tego w Norwegii nie znajdujemy wielu zawieszek młota Thora.
Przedstawienia młota Thora wraz z krzyżem przekonują niektórych badaczy do stwierdzenia, że jest to oznaka synkretyzmu. Jednak zadajmy sobie pytanie – jak religia monoteistyczna mogłaby sobie pozwolić na synkretyzm, który w zasadzie neguje monoteizm, a występuje z reguły w fazie rozwoju religii pogańskich, nie zaś u schyłku?
Władysław Duczko przychyla się do teorii, która łączy i porównuje te przedstawienia z przedstawieniami na monetach chrześcijańskich królów Yorku i Lincoln w pierwszych dekadach X wieku czy monety z północnej Anglii, gdzie znak krzyża jest interpretowany bardziej jako znak sztandaru czy miecza. Symbol Mjollnira i miecza symbolizuje zatem władzę, moc, a zarazem ciągłość i nawiązanie do tradycji. Znaki te nie nosiły już cech pogańskich i paradoksalnie stały się częścią świata chrześcijańskiego, w którym dokumentowały niejako władzę królewską.
Na uwagę zasługuje także teoria Egona Wamersa. Występowanie symbolów krzyża i młota w jednym grobie czy na jednej zawieszce ma świadczyć o uznaniu symbolu młota za synonim siły obronnej, walczącej ze złem. Zgodnie z tym poglądem młot Thora był postrzegany przez nawróconych Normanów jako synonim krzyża i funkcjonował jako symbol chrześcijański. Zatem zdaniem tego badacza mamy do czynienia z praefiguratio postaci Jezusa i Thora. Teoria ta jest odważna i należy odnosić się do niej ostrożnie, jednak niewykluczone, iż taki proces mógł mieć miejsce i być częścią tzw. germanizacji religii chrześcijańskiej.




Literatura uzupełniająca:

- Duczko W., Ruś Wikingów. Historia obecności Skandynawów we wczesnośredniowiecznej Europie Wschodniej, Warszawa 2006.

- Kulesza P., Normanowie a chrześcijaństwo. Recepcja nowej wiary w Skandynawii w IX i X wieku, Wrocław 2007.

- Nordeide S. W., Thor's hammer in Norway. A symbol of reaction against the Christian cross? [w:] Old Norse religion in long-term perspectives. Origins, changes, and interactions. An international conference in Lund, Sweden, June 3–7, 2004, pod red. A. Andrén, K. Jennbert i C. Raudveres. Lund 2006. (bez problemu artykuł jest dostępny w sieci)

- Paulsen P., Axt und Kreuz in Nord- und Osteuropa, Bonn 1956. (opis znalezisk fenomenalny)

- Staecker J., Thor's Hammer – Symbol of Christianisation and Political Delusion, Lund Archaeological Rewiew, t.5 (1999).

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

krajki

Pochwalę się efektem mojej pracy z naturalną szarą wełną islandzkich owieczek, którą kupiłam niedawno w Aarhus. Wełenka ręcznie przędziona. A powstały z niej owijacze: na zdjęciu jeden :)


Uprzędłam sporą ilość nitki z brązowej naturalnej wełny, więc poprosiłam Olafa by zrobił mi bardko. Oto efekty: dwie brązowe malutkie krajeczki…


A skoro temat krajek sam wypłynął, to pociągnę go dalej.
Krajki były splatane lub tkane z różnych surowców – wełny, jedwabiu, lnu, włosia końskiego lub wełny z domieszką włosia innych zwierząt hodowlanych.
Na Pomorzu krajki wełniane i z włosia występują jedynie w Gdańsku w warstwach datowanych na XI – XIII wiek. Zastosowano w nich głównie splot płócienny lub ryps. Krajki te są najczęściej w kolorze naturalnym wełny, a jeśli już farbowane, to na czerwono.
Krajki wełniane plecione były natomiast jedno lub wielobarwne.
Także w Gdańsku znaleziono jedyną na Pomorzu z okresu średniowiecza krajkę wykonaną techniką sprang (datowana na XI wiek).
Krajek jedwabnych na Pomorzu znaleziono 2 sztuki: w Wolinie (przełom IX i X wieku) oraz w Gdańsku (XI wiek) – obie w splocie płóciennym. Krajka z Gdańska miała dodatkowy zdobiący wątek tworzący wzór (zachowały się na nim ślady srebrnej taśmy, która pierwotnie owijała się wokół wątku zdobiącego).
Poza Pomorzem, na terenach dzisiejszej Polski, także nie mamy wielu przykładów krajek – kilka krajek w Opolu (w tym pleciona z jedwabiu) z połowy XII wieku, dwie krajki w Rawie Mazowieckiej (tabliczkowa i w splocie rypsu) datowane na XIV – XV wiek.

Przykłady krajek mamy i z innych terenów – krajka w splocie jodełki z Haithabu (IX – X wiek), wełniana „broszowana” z Birki (IX – X wiek), kilka wełnianych z Lubeki (XIII – XVI wiek) – ale także nie za dużo…
Zdaje się natomiast, że za krajki bardzo często brane są bardziej powszechne znaleziska tzw. wstążek z nićmi jedwabnymi, rzadziej lnianymi, w osnowie i ze srebrnym lub złotym wątkiem, tkanych na tabliczkach (np. z Birki) w bajecznych kombinacjach. Bynajmniej nie są to fragmenty, gdyż w większości zachowane są zakończenia z obu stron takiej wstążki. Problem w tym, że wstążeczki te (tak, nie bez przyczyny w literaturze przedmiotu wydziela się te dwa pojęcia – krajka i wstążka) szerokie są na 4 – 5 cm., a długie na 15 – 20 cm..

Zamiast powielać znalezione w internecie czy na forach powszechne „ultra-historyczne z Birki” wzory, należałoby przyjrzeć się oryginałom i zastanowić się czy tak popularne w rekonstrukcji wzorzyste i barwne krajki w jakikolwiek sposób przystają do rekonstruowanej rzeczywistości.

...prawie jak w przypadku haftów "dla podkreślenia statusu", ale o tym może nieco później ;)



Literatura uzupełniająca:
- A. Geijer, Die Textilfunde aus den Gräben, [w:] Birka, t. 3, Uppsala 1938.
- J. Maik, Wyroby włókiennicze na Pomorzu z okresu rzymskiego i ze średniowiecza, Wrocław 1988.
- Archaeological Textiles, pod red.: L.B. Jørgensen, B.M. i E. Munksgaard, Kopenhaga 1988.
- Textiles in Northern Archaeology, pod red.: P. Walton i J. Wild, Londyn 1990.

środa, 13 kwietnia 2011

Syv vikinger

Niedawno byliśmy w muzeum w Moesgård.
Podekscytowani, nie mogący się doczekać wejścia na otwartą przed paroma dniami i mocno reklamowaną wystawę o wdzięcznym tytule "Syv vikinger"
 
Przed wejściem trzeba wybrać jeden z kilku przedmiotów. Do wyboru jest grzebień, kawałek ceramiki, krzyżyk, miniaturka miecza. Przy tym należało na dotykowym ekranie wybrać język: duński lub angielski. Jak się później okazuje, cała wystawa „działa” na te przedmioty, gdyż są one namagnetyzowane/pomalowane „srebrną” farbą (albo coś jeszcze innego) i gdy przykłada się je w odpowiednim miejscu przy gablotach, lektor w języku wybranym uprzednio opowiada o tym, co właśnie widzimy.

Po wejściu uderza ciemność. I dym. Gdy oczy się przyzwyczają, można zobaczyć głównych bohaterów – wspomnianych już wyżej „Siedmiu wikingów”. Figury śpiące, nawet pocące się i poruszające się w akcie ciężkiego oddechu przez sen, a zrobione z czegoś podobnego do silikonu. Była to chyba główna atrakcja.
Lektor opowiadał, a słuchający mógł oglądać zajmujący film wyświetlany wprost na owłosioną (odczucia estetyczne nie do opisania) nogę/rękę lub kark „śpiącego wikinga”. Jeden z nich spał pod peruwiańskim kocykiem (czyżby brak funduszy?) a inny miał wytatuowaną całą rękę w młotki Thora (czyżby hiperrealizm?). Ostatnim wikingiem była starsza kobieta, która widocznie się przebudziła, bo cała naga była i bełkotała coś o tym, że dzieli nas tylko tchnienie.

(zdjęcie z FB Muzeum w Moesgård)

Dym powoli utrudniał oddychanie, nie mówiąc już o robieniu jakichkolwiek zdatnych do czegokolwiek zdjęć. Ale mniejsza o to. Przy kolejnych gablotkach można było wysłuchać melancholijnej opowieści (zapewne) wikinga o przygodach jego ojca i siostry (opowieść sklecona z motywów powszechnych w sagach oraz wyobraźni autorów = wczuwanie się). Zaprawdę zajmująca.
Wystawa ta jest naprawdę „multimedialna” - obok lektora były też wyświetlane na wielkich szybach rekonstrukcje statków w swych pierwszych rejsach. Można było także pooglądać nieme filmiki o „życiu codziennym” wikingów – np.: cała rodzina siedząca w błocie na drodze przed domem czy też mężczyzna, który ucina głowę drugiemu mężczyźnie i wrzuca ją do studni. Niestety bez żadnych etycznych komentarzy, ale za to z gestykulacją rodem z filmów Charliego Chaplina.
Dalej, na środku zaaranżowanej konstrukcji prawie absydowej, stał stół, na którym także wyświetlano szlaki morskie i podróże wikingów. W wianuszku wokół absydy stało sześć bram, nad którymi wyświetlano różnymi czcionkami nazwy: York, Kaupang, Volga, Byzant, Mecklemburg i Ingelheim.



W Yorku był pokazany filmik o wykopaliskach oraz wywiad z prowadzącym je – tylko po norwesku (!). Kaupang był zasypany kamieniami (?). Volga podobała mi się (o dziwo) – pokazano w tej salce kobiecą biżuterię z terenów Litwy i Łotwy.


Sala z podpisem Byzant była pusta (!) i tylko wielkie „malowidło” anioła stylizowanego na anioły z ikon straszył ze ściany. Mecklemburg był pozatykany pniami sosnowymi wysokimi do sufitu. Trzeba było uważać na głowę podczas przechodzenia pomiędzy nimi do gabloty, która stała na końcu sali, a w której to...były trzy koniki i kilka zausznic... W Ingelheim wisiał krzyżyk i stała rekonstrukcja relikwiarza z XII wieku.
Na tym skończyła się wystawa.
Cóż... nie to, czego się spodziewaliśmy.

Na koniec mała ciekawostka – czesaki do czesania wełny – największy plus tej wystawy :))



Mjoll


niedziela, 10 kwietnia 2011

på polsk

Od pewnego czasu obserwuję „historyczno-archeologicznego pudelka” (nazwa adekwatna co do poziomu konwersacji) - ci, którzy przeglądają od czasu do czasu Hallę, wiedzą o co chodzi. Miałam niemały ubaw z czytania „punktów fundamentalnych każdego prawego człowieka, który rekonstrukcyjny ruch w Polsce chce ocalić, a przy okazji mrok wytropić i unicestwić oraz do wiadomego straganu zachęcić.” - to tak w skrócie.
Pewnego dnia włos zjeżył mi się na głowie – rozpoczęła się „poważna dyskusja” o w c z u w a n i u s i ę wikingów w zwierzęta. Tak, wczuwaniu się. Nie myśląc za dużo o reperkusjach, skomentowałam. Natrafiłam na zajadłego 'adwersarza', a jego zajadłość była (jest) wprost proporcjonalna do posiadane przez niego braku szacunku do źródeł i ogromu niewiedzy, a raczej tego, że nie zdaje sobie sprawy z ogromu swojej niewiedzy. Mniejsza o dyskurs – nie jest to bynajmniej myśl przewodnia.
Uderzyła mnie z gruntu inna myśl. Jakże byłoby błogo, spokojnie, 'magicznie' (wszak mogłabym się wczuwać!), gdybym nie odczuwała wstrętu, wręcz organicznego bólu czytając/słysząc takie bzdury, gdybym nie była historykiem... Ale jestem.
I teraz przypominają mi się słowa promotora: „bez humanistyki więzi społeczne, spójność grupowa współczesnych społeczeństw narodowych straci swoje racjonalne podstawy. A bez racjonalności jako intersubiektywnego czynnika łączącego ponad emocjami i doraźnymi interesami duże społeczności nie będą istnieć w sposób pokojowy.” I dlatego m.in. historycy powinni „oddziaływać na społeczeństwo”, „upowszechniać wiedzę”... powinni rozmawiać.
Ale jak?
Innym problemem jest to, że osoba ta to archeolog. Powiem więcej – archeolog, który uzurpuje sobie zdolności pracy źródłowej, metodyki i krytyki źródła pisanego, a tak naprawdę nie wie nic. Dlaczego tak się dzieje? Mój promotor twierdzi, że dlatego iż archeologia nadal szuka swojego miejsca, nowych dróg dla metodologii, słowem: pomysłu na siebie.
Moim skromnym zdaniem nie potrzebuje tych poszukiwań. Dlaczego archeolodzy nie zajmują się tym, co jest domeną archeologii: wykopaliskami, rekonstrukcją kultury materialnej, dokumentacją, tworzeniem?? Zamiast tego wchodzą z nonszalancją na grząskie pole historycznej antropologii kulturowej bez minimalnego przygotowania metodologicznego (!).

I jak ja mam rozmawiać z kimś, kto nie ma nawet minimum wiedzy i wierzy we wszystko, co jest napisane i/lub wydane?

- Ved du, hvad det hedder på polsk?
- Ja, Ł. Malinowski... og „papier zniesie wszystko”.