Od pewnego czasu obserwuję „historyczno-archeologicznego pudelka” (nazwa adekwatna co do poziomu konwersacji) - ci, którzy przeglądają od czasu do czasu Hallę, wiedzą o co chodzi. Miałam niemały ubaw z czytania „punktów fundamentalnych każdego prawego człowieka, który rekonstrukcyjny ruch w Polsce chce ocalić, a przy okazji mrok wytropić i unicestwić oraz do wiadomego straganu zachęcić.” - to tak w skrócie.
Pewnego dnia włos zjeżył mi się na głowie – rozpoczęła się „poważna dyskusja” o w c z u w a n i u s i ę wikingów w zwierzęta. Tak, wczuwaniu się. Nie myśląc za dużo o reperkusjach, skomentowałam. Natrafiłam na zajadłego 'adwersarza', a jego zajadłość była (jest) wprost proporcjonalna do posiadane przez niego braku szacunku do źródeł i ogromu niewiedzy, a raczej tego, że nie zdaje sobie sprawy z ogromu swojej niewiedzy. Mniejsza o dyskurs – nie jest to bynajmniej myśl przewodnia.
Uderzyła mnie z gruntu inna myśl. Jakże byłoby błogo, spokojnie, 'magicznie' (wszak mogłabym się wczuwać!), gdybym nie odczuwała wstrętu, wręcz organicznego bólu czytając/słysząc takie bzdury, gdybym nie była historykiem... Ale jestem.
I teraz przypominają mi się słowa promotora: „bez humanistyki więzi społeczne, spójność grupowa współczesnych społeczeństw narodowych straci swoje racjonalne podstawy. A bez racjonalności jako intersubiektywnego czynnika łączącego ponad emocjami i doraźnymi interesami duże społeczności nie będą istnieć w sposób pokojowy.” I dlatego m.in. historycy powinni „oddziaływać na społeczeństwo”, „upowszechniać wiedzę”... powinni rozmawiać.
Ale jak?
Innym problemem jest to, że osoba ta to archeolog. Powiem więcej – archeolog, który uzurpuje sobie zdolności pracy źródłowej, metodyki i krytyki źródła pisanego, a tak naprawdę nie wie nic. Dlaczego tak się dzieje? Mój promotor twierdzi, że dlatego iż archeologia nadal szuka swojego miejsca, nowych dróg dla metodologii, słowem: pomysłu na siebie.
Moim skromnym zdaniem nie potrzebuje tych poszukiwań. Dlaczego archeolodzy nie zajmują się tym, co jest domeną archeologii: wykopaliskami, rekonstrukcją kultury materialnej, dokumentacją, tworzeniem?? Zamiast tego wchodzą z nonszalancją na grząskie pole historycznej antropologii kulturowej bez minimalnego przygotowania metodologicznego (!).
I jak ja mam rozmawiać z kimś, kto nie ma nawet minimum wiedzy i wierzy we wszystko, co jest napisane i/lub wydane?
- Ved du, hvad det hedder på polsk?
- Ja, Ł. Malinowski... og „papier zniesie wszystko”.
"Pudelek" to znak naszych czasów. Czasów kultury supermarketów. Ma być szybko, sprawnie, akuratnie i każdy klient ma wyjść zadowolony :)
OdpowiedzUsuńP.S. Też jestem historykiem ;)
Aj, tak...znak naszych czasów - owszem. To nie znaczy, że mamy się z tym zgadzać.
OdpowiedzUsuńPost ten jest "wywewnętrznieniem" mojego wewnętrznego "bleeee" xD
P.S. Hyhyhy... to jest nas więcej ;P
Ja natomiast jestem antropologiem kulturowym, a przy okazji tzw. odtworca. I z mojego punktu widzenia nerwica mnie telepie, gdy ludzie patrza na kontakty pomiedzy spolecznosciami wylacznie z takiego punktu widzenia - nie napisano, to znaczy, ze tak nie moglo byc. Ale juz nie chce sie przesledzic szlakow handlowych, czy szlakow migracji, zeby wyciagnac pewne wnioski, a potem poszukac literatury, zeby je potwierdzic, badz obalic. Kiedys na jakims zjezdzie w Polsce uslyszalam niezbyt przyjemny komentarz na temat celtyckich wzorow na moim stroju, bo to "nie-wikinskie". Wzory pochodzily z okresu ozywionych kontaktow pomiedzy Wikingami a mieszkancami wysp. Przeciez od tysiacleci istnieje cos takiego jak wymiana miedzykulturowa, wiec o co chodzi?
OdpowiedzUsuńDobra, koncze juz :) To bylo moje "wywnetrznienie wewnetrznego bueeeeeee" :D
Mara
koszmara.blog.onet.pl
Mogę tylko się z Marą zgodzić. Również zdarza mi się dyskutować na tematy czy coś było czy nie:) Osobiście uważam, że jeśli była jakkolwiek szansa kontaktu, wymiany pomiędzy kulturami nic nie możemy odrzucać. Na dodatek dochodzą po prostu dziwne przypadki lub odmienności natury ludzkiej które generują coś nowego w danej kulturze. Tak cały świat się rozwijał, m.in. przez przypadki... ale to tylko zdanie lajkonika niedouczonego. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDodać tylko mogę, że we wczesnym średniowieczu nie mamy ostro zarysowanych granic etnosów, a państwa narodowe to wytwór XIX wieku. Bądźmy otwarci na wszelkie możliwości.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuję za komentarze :)
/Mjöll