piątek, 1 października 2010

kipchak hat

Pewien Węgier na Wolinie w tym roku poprosił, bym zrobiła mu "kipchak hat". Wysłał mi tę rycinkę na maila i dodał, że chciałby, by była biała z czerwonym otokiem.

 Dopiero teraz otrzymałam od szczęśliwego posiadacza zdjęcie jego głowy w mojej czapie :))

Szubataj :)
Mjoll

czwartek, 2 września 2010

przędzenie #2

Długo, naprawdę długo zbierałam się do napisania tego posta. O ile fakty można zrelacjonować, to odczucia, które moim zdaniem mają kluczowe znaczenie w procesie przędzenia, już nie tak łatwo poddają się prostemu (i zrozumiałemu!) językowi.

Postanowiłam nie opisywać swoich doznań z wrzecionem, ale zapostować dwa filmy osoby, która jest prawdziwym guru przędzenia na wrzecionie - Abby Franquemont. Jej praca (i książka o przędzeniu) jest niesamowita!

Część I., gdzie znajdziecie klarowne wprowadzenie do tematu.


Część II., gdzie rozprawia się ze wszystkimi możliwymi problemami i przeszkodami.


Ośmielę się tylko dodać od siebie kilka uwag o tzw. poprawności historycznej.
Haczyki czy nacięcia są popularne w nowych wrzecionach i na pewno są pomocne przy nauce, lecz niezbyt historyczne. 
Przęślik osadzamy na wrzecionie o tak (przy okazji widać sposób zamotania, by wrzeciono działało):
 U góry ostro zakończonego wrzeciona zapętlamy nitkę by było możliwe przędzenie (Zdjęcie znalezione w odmętach internetu, nie wiem gdzie.. Za to znakomicie pokazuje jak wiązać pętle.) :
 W momencie, gdy wrzeciono jest już „pełne”, uprzędzioną nitkę nawijamy na palce i wiążemy np. dratwą w czterech miejscach. Tak związaną gotujemy (dosłownie parę minut), by zatrzymać skręt. Taki kłębuszek schnie około dwóch do trzech dni. 
 Po wyschnięciu wełnę można nawinąć w prawdziwy kłębek :) Na zdjęciu mój pierwszy kłębek z naturalnie kremowego runa owczego.
 Miłego przędzenia!

Mjoll

sobota, 28 sierpnia 2010

walo(/e)nki

Ва́ленки (czy inaczej ка́танки) to "tradycyjne obuwie rosyjskie" produkowane z grubego filcu z wełny owczej. Walonki przywędrowały do Imperium Rosyjskiego z Wielkiego Stepu dopiero w XVIII wieku, kiedy to stały się modne (i drogie) w wyższych sferach. Następnie, od wieku XIX, stały się butami mas; butami "zawodowymi" wszystkich tych, którzy pracują w niskich temperaturach. Udoskonalano przepis wytwarzania walonek (m.in. kąpano je w roztworze kwasu solnego, wychodzące włoski na gotowym produkcie smarowano naftą i podpalano lub też ścierano godzinami pumeksem - a wszystko po to, by uzyskać tak pożądaną gładką powierzchnię) Z czasem zaprzestano produkcji rzemieślniczej na rzecz przemysłowej (również z filcu technicznego niestety).
Walonki, prócz tego, iż nie przemakają na mrozie (na suchym śniegu), mają i inne zalety. Wełna to materiał ekologiczny. W zimie walenki grzeją i pobudzają krwiobieg, latem utrzymują temperaturę stopy.

Patrząc na interesującą nas epokę można stwierdzić, że także we wczesnym średniowieczu było możliwe ich występowanie. Pośrednim dowodem może być znalezisko fragmentu filcu w obuwiu z pochówku  Oseberg. Mi osobiście sprawdzają się jako "wyściółka" czy, jak kto woli, "skarpetki" do butów. Preferuję zestaw walonki + buty z jednego kawałka skóry.

Na zdjęciach walonki z naturalnie brązowej wełny owczej. 
(Przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat jest leciwy i nie daje lepszego obrazu.)